Cześć!
- Ortsul powstał w roku 2016, a to oznacza, że niedługo czeka Was X-lecie. Planujecie coś specjalnego?
Czołem wszystkim. Zgadza się, niedługo mija nam 10 lat działalności, oczywiście jeśli dane jakie znajdują się na metal archives i naszych socialach są aktualne. Pamiętam że w okolicach wydania “Robactwa” jak zaczęliśmy prowadzić sociale, to za cholerę nie pamiętaliśmy w którym roku to się zaczęło, ani którą datę przyjąć za datę założycielską, padło na styczeń 2016, bo wtedy chyba już przynieśliśmy pierwsze riffy do “Ostatniej Woli”. A później zachlaliśmy. Co do czegoś specjalnego, raczej nie, bo przez całą taką rozwlekłość za dużo się w te 10 lat nie wydarzyło i nie ma co celebrować. Chcielibyśmy, żeby nasz nowy materiał ujrzał światło dzienne i żeby ugruntował naszą pozycję na scenie i zaczął nową, bardziej aktywną dekadę działalności.
- Pierwsze wydawnictwo Ortsul pod tytułem “Robactwem oblazłem” wyszło dwa lata później, w 2018 roku. Pamiętam, że już wtedy płyta szokowała pomysłem, stylistyką, brzmieniem i tekstami. Po prostu w ten sposób się wówczas nie grało. Chyba dalej się w ten sposób nie gra. Jak doszło do powstania tak surowego materiału?
Szczerze, to nie wiem, w kwestiach brzmieniowych na pewno siedziały nam w głowie kapele pokroju Shining, Primordial, Gojira, czy Peste Noire. Każdy z nas miał jakąś swoją zajawkę i próbowaliśmy coś skleić z tego co nam siedziało w głowach, a ten misz-masz kapel, których namiętnie słuchaliśmy wyprodukował coś takiego. Trochę mi brakuje tych czasów, bo nikt wtedy nie kalkulował, utwory się składały jakoś do kupy i może stylistycznie nie była to przesadnie jednolita płyta, to na pewno niekonwencjonalna. Mam wrażenie, że B standard w kontekście strojenia gitar wówczas nie było czymś tak oczywistym, teraz chyba każda kapela się o to ociera, więc nie do końca się zgodzę, że dalej w ten sposób się nie gra.
Chyba, że masz na myśli produkcję, to czemu tak wyszło? Nie mieliśmy absolutnie siana na nic, zgadaliśmy się z Galinem z Armagh na salce, nagraliśmy gary w jeden weekend, a gitary dogrywaliśmy po robocie, jak komu pasowało i tak wlekliśmy się z procesem przez prawie cały rok. Dużo DYI, słychać też rękę Galina, bo podobne zabiegi słychać na obu wydaniach łódzkiego Nightbound czy na wspomnianym Armaghu. Pogłos wylewa się z głośników, brzmienie jak ze studni, nagrywane w piwnicy. To chyba musiało tak wyjść.

- W czasie nagrywania “Robactwa…” za mikrofonem stał De Valentin, którego później nie uświadczyliśmy już na żadnym wydawnictwie. W niektórych kręgach krążą legendy odnośnie tego, dlaczego doszło do zmiany wokalisty. Podzielisz się wersją oficjalną? Zdaje się, że w żadnym wywiadzie ona nie wybrzmiała.
Nie wybrzmiała, bo nikt nie pytał. Nie chcę przesadnie rozgrzebywać tej historii, żeby nie przywołać starych demonów i żeby smród się dalej nie ciągnął, ale zachował się jak elitystyczny palant publikując DMkę od jednego z fanów z prośbą o udostępnienie tekstów na poczet analizy jakiejś maturalnej czy czegoś takiego, gdzie wdał się w niepotrzebną utarczkę pokroju “kup se płytę biedaku to zobaczysz teksty”. Wcześniej i tak był skłócony z sekcją rytmiczną i cały ten “kontrakt dżentelmeński” zwany zespołem był klejony na ślinę. O, między nami był swoisty kocioł bałkański, który czekał aż Gavrilo Princip zajebie arcyksięcia Ferdynanda, Gavrilem okazał się de Valentin, a arcyksięciem jakiś fan z DMów i prośba o teksty. Jakbyśmy jeszcze zarabiali z tego, to może byśmy próbowali coś cisnąć, ale jak nić porozumienia pomiędzy nami się zerwała, to nie było sensu kontynuować tego toksycznego związku.
- 2022 rok przyniósł pierwszy i jak na razie jedyny pełny album pod tytułem “Nasza Pani”. Wiem, że sami z perspektywy czasu oceniacie ten album różnie. Dla mnie, jak wiesz, był on początkowo trudny w odbiorze. Co towarzyszyło Wam podczas tworzenia muzyki na to wydawnictwo?
Dla nas w sumie drugi, bo jakbyśmy dograli 30 sekund jakiegoś pierdzenia, albo intro, albo szumy, albo Ostania Wola została by w rozwleczonej formie jak pierwotnie brzmiała, to by było ponad 30 minut i już by klasyfikowane było to jako long play. Ale no, semantyka. Przy tworzeniu towarzyszyły nam już inne kapele na głośnikach, przede wszystkim Mgła. Chcieliśmy, żeby to brzmiało mniej piwnicznie, a bardziej klarownie. Poszło trochę w melodię, trochę bardziej death metalowo miejscami może? Podejście było podobne jak przy Robactwie. Przynosimy riffy, sklejamy to jakoś w całość, zrobić 7+ numerów i robimy. Dopiero od następnej EPki zacząłem myśleć nad tym trochę bardziej koncepcyjnie i myśleć nad kompozycją zarówno poszczególnych utworów jak i całej płyty. Nie wiem czy to słychać na Naszym piekle, czy to za mała próbka, ale mam nadzieję, że uda się przy okazji następnej płyty przelać myśli na muzykę.

- A skąd wziął się nowy wokalista, który ożywił teksty na “Naszej Pani”? Koncerty z Lamentem widziałem parokrotnie i był naprawdę bardzo dobrym krzykaczem. Można powiedzieć, że macie szczęście do wokalistów.
Szczęście w nieszczęściu, bo normalnie nie musielibyśmy zmieniać, to zawsze spore przedsięwzięcie, zwłaszcza w kontekście koncertowym, bo trzeba nauczyć się nowego materiału, troszkę przearanżować do potrzeb wokalisty. Lament natomiast był z nami blisko od zawsze, bo od lat się kumplowaliśmy i dalej się kumplujemy, chociażby to on pożyczył perkusję na nasz debiutancki koncert w Pogłosie. Po rozstaniu z de Valentinem rzucił, tak trochę dla jaj, że coś może pokrzyczeć. A że wcześniej występował w formacji Valaquenta gdzie był zarówno gitarzystą jak i wokalistą, to wiedzieliśmy że jakieś tam doświadczenie miał, to stwierdziliśmy, że czemu nie i idziemy w to. Na pewno istotne było to, że się znaliśmy, nie wyobrażam sobie robić castingu i brać kogoś z zewnątrz, myślę że to zaburzyłoby trochę to czym ten zespół jest.
- Wspomniałem wcześniej o koncertach. Ortsul to bardziej zespół koncertowy czy studyjny? Z jaką myślą powstał?
Powstał przede wszystkim z myślą, żeby se rzępolić i chlać na próbach, a potem wyszło z tego to co mamy. Czyli takie gówno zawieszone w eterze. Niby koncertujemy, niby piszemy materiał, ale wychodzi jeden materiał dłuższy na 4 lata i z 6 koncertów rocznie. Ciężko ocenić, ale z tego co słyszymy od ludzi, to bardziej koncertowy i też tu chcemy położyć nacisk. Moglibyśmy wydawać cokolwiek co rok, dwa lata, ale wychodzi teraz tyle płyt, że i tak nie ma komu słuchać, to trochę szkoda.
- Jeszcze na koniec 2022 roku w składzie nastąpiły zmiany i dołączył do Was Avkas, którego warszawska scena mogła kojarzyć z występów z Padarnest. Ta zmiana zdecydowanie zmieniła dynamikę zespołu. Co Avkas wniósł do Ortsul?
180 konną Hondę Civic, zjebany grafik w robocie dzięki czemu planowanie występów jest jeszcze trudniejsze niż było. Z pozytywnych rzeczy, jak już coś napisze, to na pewno sporo merytoryki i dobrych tekstów jak i chęć zdjęcia części obowiązków logistycznych z mojej głowy, co jest na pewno przydatne.
- EPka “Nasze piekło a wasz raj” pojawia się w 2024 roku. Jeśli komuś za mało było Warszawy na “Naszej Pani”, to teraz może ją dosłownie zwrócić. Chcieliście obrzydzić odbiorcy stolicę, czy być może Was brzydzi życie w stolicy?
Chyba to pierwsze, koncept był taki żeby przedstawić dwa światy, jeden wyidealizowany, pełny bananiarskich imprez, wystawnego życia na koszt starych, swoisty high-life, jakiego nie brakuje i który przyciąga, drugi, gdzie wiele osób ledwo wiąże koniec z końcem, bezdomność, alkoholizm, narkotyki, to ta smutniejsza część stolicy, której nikt nie chce pokazywać. My się jej nie wstydzimy i nie chcemy jej ukrywać i kłamać na temat, jezu jak tu jest zajebiście, bo nie jest. Z drugiej strony, czy gdzieś jest lepiej?

- Na pierwszym koncercie pod szyldem Until Death Takes Us, która odbyła się w Potoku 20 kwietnia 2024 roku, zarejestrowaliście wykonanie live utworu “Człowiek nie jest stworzony do życia”, a na ostatnim koncercie w maju [2025] wykonaliście utwór “Ja – nikt”. Czy można to traktować jako zapowiedź nadchodzącej płyty? EPki?
Tak, w odwrotnej kolejności od publikacji, będą to drugi i trzeci numer z nadchodzącego long playa zaytuowanegl “Mizantrop”. 80-90% materiału mamy napisane, stan na koniec maja 2025. Teraz ten wszystko próbujemy i szlifujemy, żeby dowieźć najbardziej przemyślany i spójny album w historii zespołu, co umówmy się, trudne nie będzie, przynajmniej w kontekście spójności.
- Czym w przyszłości jeszcze chce zaskoczyć nas Ortsul?
Tak wymijająco odpowiem. Ciężarem, pięknem, rozpaczą i wizażem.
- Uważasz, że muzyka Ortsul jest bardziej piękna, czy odwrotnie, obrzydliwa? W Waszych tekstach nie brakuje fragmentów, które proszą się o zwrot treści żołądkowej, żeby za chwilę uraczyć słuchacza kawałkiem naprawdę wybitnej poezji. Być może poezji miejskiej, ale nadal poezji.
Ciężko stwierdzić, muzycznie trochę daleko nam do obrzydliwości w znaczeniu prostactwa, ale może to moja stronniczość. Rodzic zawsze kocha swoje dziecko, choćby było upośledzone, więc ciężko samego siebie ocenić. Z drugiej strony, nawet nie będąc autorem większości tekstów, to trochę tym nasiąkam śpiewając je na koncertach.
Co do poezji, jej wybitność częściowo wynika z bezpośredniej inspiracji wybitnymi poetami jak Kazimierz Przerwa-Tetmajer. Czy nasze podejście do poezji, zabawa słowem, inspiracje tekstami kultury są w choć małym stopniu dorównujące? Śmiem wątpić, ale prawdziwych artystów rozlicza się po śmierci. Stety, albo niestety, w black metalu (i chyba ogółem w metalu ekstremalnym) tekst jest często wartością drugorzędną, co może trochę chciałbym odczarować w przyszłości. Nie będziemy się silić na jakieś doomowe hymny, ale bardzo jarają mnie takie lamenty jak w wykonaniu Psychonaut 4. I tak daleko nam do standardowego TNBM, więc nie możemy się bać eksperymentów, formuła raw blacku jak dla mnie się już wyczerpała. Z kolei wracając do podsumowania obecnego dorobku, ten okres, który dobiega końca jest myślę, że można śmiało powiedzieć wyważony. Mam pewne podejrzenia, że nowy będzie trochę inny, może trochę bardziej piękny, może bardziej uduchowiony, może bardziej uczuciowy. Ciężko wyrokować, bo nie mamy jeszcze wszystkich tekstów napisanych, ale widzę pewne trendy w tym jak nasze podejście do kompozycji się zmieniło.
- No i w końcu najważniejsze pytanie… czy Ortsul od tyłu to Lustro?
Jeszcze jak!
- Kto wymyślił nazwę zespołu?
Nie wiem, chyba de Valentin, ale jeśli tak, to nie mówcie mu żebyśmy nie musieli się pierdolić w rejestrowanie znaków towarowych jak Batushka.
- Kiedyś pisaliście o sobie “Black Metal od nikogo dla nikogo”. Czy to się zmieniło? Dla kogo właściwie jest Ortsul?
Bezzmiennie, bezimiennie. Ja – nikt, ty – nikt. Wszyscy jesteśmy nikim i tylko pionkami. Jeśli komuś ta muzyka nada sens istnienia, super, jeśli ktoś utożsami się z nią w bezsensie istnienia, też zajebiście.
Wywiad przeprowadził Bartosz Musiał











