test

„Koła Czasu” czyli Defloracja po 29 latach od wydania pierwszej płyty.

Dziś na warsztat wjechał nowy materiał brzeskiej Defloracji. Ekipa kazała nam czekać długie lata na kolejny krążek. A czy było warto, przekonacie się sami, jak dotrzemy do końca recenzji.

Po wielu perturbacjach związanych ze składem zespołu sytuacja na tyle się uspokoiła, że chłopaki mogli wejść do studia i nagrać nowy krążek. „Koła Czasu”, bo taki tytuł nosi nowy album, to 37 minut dobrego punkowego brzmienia. Aż by się chciało powiedzieć „tylko”, bo materiał jest naprawdę bardzo dobry, żeby nie powiedzieć, że rewelacyjny. Od pierwszego numeru dostajemy solidną porcję brzmienia punkowego, rodem z lat 90, przy którym nachodzi człowieka nieodparta ochota pójścia w pogo. A z każdym następnym numerem ta pokusa jest coraz większa. Nie ukrywam, że docierały do mnie przecieki materiału, ale byłem dość chłodny w swoich opiniach. Czekałem na całość materiału. I muszę przyznać, że Defloracja ponownie mnie nie zawiodła. Pomimo wszechobecnego trendu, grania „łagodnego” punka, brzeski skład jest wierny temu, co prezentuje od początku swojego istnienia. Świetne rytmy oraz tempo, trafne teksty. Nie dostajemy bezczelnej agitacji politycznej, teksty są dość czytelne, i każdy myślący samodzielnie człowiek, wyciągnie z numerów swoje wnioski. Aż chce się zadać pytanie. Dlaczego tak krótki materiał został nagrany? Nie będę chyba jedyny, który po tak długiej przerwie, między płytami, spodziewał się przynajmniej godzinnego krążka. No ale jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma.

Jak zawsze, w przypadku materiału na temat jakiejś produkcji, wybieram swoje trzy ulubione numery. W przypadku krążka „Koła Czasu” ten wybór nie był prostym zadaniem. Większość materiału jest naprawdę dobrze zrobiona i musiałem się dość długo zastanowić. O ile dwa pierwsze miejsca, były zajęte od pierwszego odsłuchu, tak problem się pojawił przy tym trzecim. Ostatecznie mój TOP-3 tej płyty prezentuje się w sposób następujący:
1. Kłamstwo
2. Czwarta zmiana
3. Koła Czasu
Pozostałe numery też są świetne, no ale musiałem wybrać swoją trójkę najlepszych kawałków. Przypuszczam, że każdy z numerów zostanie bardzo dobrze odebrany przez słuchaczy.

Pomimo faktu, że pierwsza płyta DFL „Zobaczymy” postawiła dość wysoko poprzeczkę jakości, to „Koła Czasu” wyrównują ten poziom bez najmniejszych problemów. A nawet bym powiedział, że jeszcze podnosi ten poziom, bo tutaj dostajemy materiał, na który ekipa zbierała doświadczenie tyle lat. Więc jeśli podobał się wam pierwszy krążek, to drugi tym bardziej trafi w wasz gust muzyczny. Szkoda tylko, że wydanie tej płyty, zbiegło się czasowo z sytuacją, jaka panuje i nie można, na razie posłuchać tych numerów na żywo. Chciałbym zobaczyć, jak przyjmie się ten materiał w wersji koncertowej. Bo jak każdy wie, przy nagrywaniu płyty, wszystko jest dopieszczane w najmniejszym szczególe. Miałem okazję usłyszeć pewne numery w wersji koncertowej, chociażby w Balinie, no ale jednak jeden koncert to trochę mało, żeby zobaczyć odbiór wśród publiczności. Z ręką na sercu, nowy krążek Defloracji oceniam na bardzo mocne 5 (w skali od 0 do 6). Aż się chce powiedzieć, więcej takich produkcji na naszym rodzimym podwórku. Z niecierpliwością czekam na chwilę, jak będzie mi dane zobaczyć się z Maćkiem i ekipą, porozmawiać, a później pod sceną razem z nimi zedrzeć gardło, przy nowych numerach. A czytelnikom naprawdę polecam zakup krążka „Koła Czasu”.

#gm
#gm
Od lat 90 Oi, Punk oraz Ska. Od czasu do czasu jakieś HC :) Lecz potrafiący docenić nawet i poezję śpiewaną :)

Najnowsze artykuły

Powiązane artykuły