Istnieją od 2008 roku, pochodzą z Chełmży i grają bardzo przyjemnego w odbiorze punk rocka – zaprosiliśmy do rozmowy „szczere, spocone alkusy” 🙂 z zespołu „Granda”, czyli Łysielca, Bimbeja oraz Zilliego.

 

WR – Panowie, skąd pomysł na Grandę i na muzykę punk?
Ł: Wiesz co, kiedy byłem naprawdę małym dzieciakiem, to mógł być rok ’96, może trochę później – w każdym razie druga połowa lat dziewięćdziesiątych, mój ojciec przyniósł od jakiegoś kumpla spiratowanego „Smasha” The Offspring i tak mu się spodobało, że non-stop w chałupie to leciało, przynajmniej tak to pamiętam. Krótko potem zaopatrzył się w inne ich płyty i tak mną to wstrząsnęło – miałem wtedy może 7 lat – że tak naprawdę nie interesował mnie inny rodzaj muzyki niż ten oparty na kilku szybko zagranych, powtarzalnych akordach, z zapadającą głęboko w mózgu melodią i krzykliwym wokalem. Po jakimś czasie zaraziłem tym Dudka i razem zadecydowaliśmy, że zakładamy zespół.
B: Jak zaczynałem grać na gitarze, to nie było w okolicy młodej kapeli bluesowej… (śmiech)
Z: Jest jedna rzecz dla której warto żyć, Punkrock i nie trzeba się myć.

WR – Pierwszy raz spotkaliśmy się rok temu na koncercie w Gdańsku. Muszę przyznać, że zostałem mega pozytywnie zaskoczony waszym graniem live, i patrząc na relacje ludzi z Gdańska, nie tylko ja. W czym tkwi tajemnica dobrego odbioru Grandy?
B: Z tego, że robimy to bez spiny jednocześnie sami dobrze się bawiąc. Nikt nie wychodzi na scenę, żeby dostać piwo czy 50zł, tylko żeby dać czadu. Czasami coś nie wyjdzie to ch… – ćwiczymy i następnym razem się udaje. Zero stresu.
Z: Szczera melodyjna muza + spocone alkusy dają niesamowity efekt odbioru.
Ł: Dokładnie tak. Wydaje mi się, że ludzie rozpoznają kiedy kapela jest szczera ze swoim graniem, kiedy widać, że robimy to, co lubimy. No i zawsze dajemy z siebie wszystko, nie stosujemy półśrodków.

WR – Debiutancki krążek „Prosty Przekaz” ukazał się w 2019 roku. Pytanie rodzi się samo… dlaczego słuchacze tak długo musieli na niego czekać?
B: Na gwiazdy się czeka!
Z: Dlatego że nie potrafiliśmy porządnie wziąć się do roboty. Przez ten czas liczy(ło) się chlanie.
B: Nie dla mnie! (śmiech)
Ł: Chciałem wku…ć Bimbeja tym, że on nie wyda płyty przed trzydziestką, a my tak! A poważnie, to Maciej ma sporo racji – marzyliśmy o tej płycie od samego początku to jasne, i można znaleźć dziesiątki tłumaczeń, że nie mieliśmy kasy, znajomości, możliwości, że materiał nie był taki, jak byśmy chcieli… ale prawda jest taka, że faktycznie robiliśmy wtedy to, co lubiliśmy najbardziej – a dla nas to była prawdziwa frajda, spotkać się, wyciągnąć instrumenty, nagrzać się odpowiednio i nap….…ć bez sensu. Teraz liczy się, że ta płyta już jest i mamy w planach zrobić następną.

WR – Skąd czerpiecie inspirację do tworzenia takiej muzyki? Czy wzorujecie się na innych zespołach?
Z: Na pewno muzyka której słuchamy ma duży wpływ na to co gramy. Beat’y powyżej 140bpm to nasz atut.
B: Jeśli chodzi o mnie to nie wzoruję się na nikim, ale inspiruje wieloma zespołami co ciekawe bardzo rzadko punkrockowymi. Jestem dużym fanem J-Rocka.
Ł: Też nie powiedziałbym, że się na kimś wzorujemy, wręcz przeciwnie – przy tworzeniu nowych utworów nieraz zdarza się, że jakiś pomysł odrzucamy, bo za bardzo kojarzy nam się z innym kawałkiem jakiejś kapeli. Jednak inspiracje na pewno każdy ma swoje, jak widać Bimbej bardzo „swoje”… Wydaje mi się jednak, że gdybyśmy mieli znaleźć jakiś wspólny mianownik, to byłby to amerykański punkrock z lat 90.

WR – Wiem, że wasza „grandowska” rodzinka powiększyła się jakiś czas temu… Jaką macie receptę na połączenie obowiązków rodzicielskich, zawodowych oraz spraw związanych z zespołem?
Z: Bywa różnie. Trzeba mieć głowę na karku, bo z niejednego pieca chleb jedliśmy i zostały pewne nawyki…
Ł: Nie ma takiej recepty, zawsze jest wybór albo-albo. I za każdym razem, przy każdej propozycji koncertu mam przed sobą tę alternatywę, a moja żonka, którą z tego miejsca gorąco pozdrawiam, nawet nie wie, ile gigów odpuściłem, bo sam czułem, że robi się zbyt gęsto. Po prawdzie to nikt tego nie wie i najlepiej, żeby tak zostało. Ja jednak mam zasadę, której trzymam się jak tylko mogę – w środę i piątek wieczorem jest próba i tak musi być.

WR – Mamy okres zawieszenia wszystkich koncertów. Czym się zajmujecie na chwilę obecną jako zespół? Jakieś nowe numery?
B: Piwo pijemy…
Z: Tak.
Ł: Pomysły są, zgrywki odbywają się normalnie. Akurat nie ze względu na koronawirusa a na inne sprawy, ostatnio zdarza się, że nie ma na próbie pełnego składu. Właściwie dla nas ten okres nie różni się od innych, bo szczęśliwie nie mieliśmy zaplanowanej żadnej sztuki w marcu, tylko chcieliśmy przysiąść nad nowym materiałem, co poniekąd się udało zrobić.

WR – Z kim zespół Granda chciałby dzielić scenę koncertową najbardziej i dlaczego taki wybór?
B: Dla mnie to nie ma znaczenia, od każdego można się czegoś nauczyć, wymienić doświadczeniami. Bardziej niż z kim gram liczy się gdzie gram. Oczywiście marzą mi się duże plenery.
Z: Z kapelami których słuchamy a jeszcze sceny nie dzieliliśmy, fajnie by było gdyby była to Houba bo rzundzu.

WR – Numer 1 z waszych kawałków to? I czemu taki wybór?
B: Brak ulubionego.
Z: Gdzieś na dnie. Jest najlepszy.
Ł: Najlepszego jeszcze nie opublikowaliśmy!

WR – Poza unormowaniem się sytuacji i powrotem do koncertowania, czego jeszcze można życzyć Grandzie na najbliższą przyszłość?
Ł: Żeby znalazł się kozak, który dobrze odświeży nam logo!
Z: Żeby na zespół oraz naszą muzykę nie miały wpływu: moda, chwilowe trendy, paparazzi i dziennikarze!
B: Gitar z gumowymi gryfami…
Ł: I żeby udawało się łączyć z graniem całą resztę rzeczy, które robimy poza tym.

WR – Dzięki za czas poświęcony na odpowiedzi dla nas, i mam nadzieję, że do zobaczenia już za miesiąc w Toruniu!

A czytelników zapraszamy do posłuchania twórczości zespołu GRANDA

Granda – Gdzieś na dnie
Granda – Prosty Przekaz

Zdjęcia – zespół Granda

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here