Plant & Page & Kass – rok 1998 w Katowicach

1
904

Zima … 26.02.1998 roku to dzień, kiedy moje serce wypełnili na żywo ONI.

Robert Plant i Jimmy Page razem na scenie w Katowickim Spodku! Ja, wtedy matka karmiąca, rzuciłam wszystko, bo to był „obowiązek” być tam wraz z 10 000 tłumem wielbicieli wirtuozerii Planta i Page’a.

Pociąg wiózł nas na wymarzony koncert – Mirek, Andrzej i ja a oprócz nas w pociągu 3/4 pasażerów to fani Led Zeppelin. Flagi, śpiewy i mega rockendrollowy burdel na poziomie. Atmosfera już w pociągu rozgrzana była do czerwoności. 30 lat od ich debiutu zobaczyć swoich idoli pierwszy raz na żywo.

Spodek wypełniony po brzegi, mieliśmy bilety na płytę więc trzeba było sprawnie dotrzeć jak najbliżej sceny. Jesteśmy…

Jakieś 30 minut grania zespołu Abraxas, który wystąpił jako support i nadszedł ten moment…

Weszli! Cały Spodek zaczął wyglądać jak wzburzone morze podczas sztormu. Porządny ryk publiczności dopełniało FALowanie i wszyscy już byliśmy zespoleni w magicznej ekstazie co trwało do samego końca koncertu.

Byłam nieprzytomna z radości, moi towarzysze Mirek i Skrzynia też (to jedni z tych, którzy odkrywali przede mną rzesze wspaniałej muzyki, uczyli mnie dźwięków). Obok nas stała para, która przyjechała z Czech. Bawiliśmy się wszyscy wybornie. Utwór w utwór znaliśmy na pamięć. Ja co chwilę lądowałam „na barana” żeby lepiej zobaczyć mojego Roberta a było na co patrzeć. Cudowne jak zawsze loczki, kamizelka, potem chyba biała koszulka … ech, nieważne. W powietrzu unosił się klimat „No Quarter”.

Koncert chyba rozpoczął się jednym z najnowszych kawałków i poszło!!! Poleciały wszystkie utwory mojego życia „How Many More Times”, „Ramble On”, akustyczny „Gallows Pole”, mój „Going to California”, nostalgiczna „Tangerine”, nastrojowy „No Quarter”, znowu kilka kawałków z nowego albumu Page’a i Planta no i mistrzowsko zagrany „Whole Lotta Love” i … koniec, artyści przy ogromnym aplauzie Spodka, zeszli ze sceny.

To nie było do zaakceptowania więc Spodek szalał i domagał się bisu a oni wrócili i po krótkim podziękowaniu Planta, zagrali „Thank You”.  Kolejne wyjście na bis to energetyczny „Rock’n’Roll”.

Pokaz Mistrzów naprawdę dobiegł już końca.

Zabrakło Schodów (chociaż pod koniec utworu „Gallows Pole” zabrzmiały pierwsze dźwięki)… pewnie i wielu innych ale …

… ale uczta zakończona. Niedosyt pozostał jak po każdym doskonałym koncercie, bo chciałoby się jeszcze i jeszcze i jeszcze… Tego dnia spełniło się jedno z marzeń mojego życia. Zobaczyłam na scenie moich ukochanych artystów.

Tak zapamiętałam koncert sprzed ponad 20 lat. W moim sercu zajmuje on jedno z czołowych miejsc. Zdjęć żadnych nie posiadam, mam tylko magiczne bilety, które leżą złożone w szufladzie jak najdroższe relikwia. W późniejszych latach 3 krotnie byłam na samym Robercie Plancie ale to już inna historia.

setlista:

 * Egyptian Intro * Wanton Song * Bring It On Home * Heartbreaker * Ramble On * Walking Into Clarksdale * No Quarter * Going To California * Tangerine * Gallows Pole * Burning Up * Babe I’m Gonna Leave You * How Many More Times (incl. In The Light) * Most High * Whole Lotta Love * Thank You * Rock And Roll

zespół:

Robert Plant – vocals

Jimmy Page – lead guitar

Michael Lee – drums

Charlie Jones – bass

Philip Andrews – keyboards and mandolina

 

1 KOMENTARZ

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.