Czy można połączyć dźwięki SKA/REGGAE/PUNK oraz zaszczepić je w jednym 10-osobowym zespole? O tym, jak również innych kwestiach porozmawialiśmy z  Mariuszem z zespołu SKAcowani


WR:
 Mariusz, skąd u ciebie fascynacja rytmami Ska?

M:
DĘCIAKI! Kocham instrumenty dęte w muzyce i to chyba główny powód mojej fascynacji tym gatunkiem. Oczywiście są inne gatunki z dętkami, ale dla fanów punk rocka raczej nie będą one interesujące, a ja wychowałem się właśnie na punku. Przyznam się, że Ska to nie była dla mnie miłość od pierwszego wejrzenia (usłyszenia). Kiedy pierwszy raz ktoś mi puścił The Specials „Message to you rudy” mówiąc, że to dobry numer, to złapałem się za głowę. Dziś łapię się za głowę, kiedy sobie to przypominam! To jeden z moich ulubionych zespołów i cieszę się, że mogłem ich zobaczyć na żywo. Jestem fanem głównie drugiej fali SKA, czyli kapel takich jak The Selecter, Madness, Specials i Bad Manners (kolejność jak w piosence spirit of ska). Ska zdecydowanie nastraja mnie pozytywnie i daje chęć do życia, działania, bycia aktywnym.

WR: Gdzie wyczarowałeś takiego rasowego frontmana, jakim jest Gabriel?

M:
„Rasowy frontman” – kiedyś tak go określiłem opisując nasz zespół i cieszę się, że to
stwierdzenie się przyjmuje. Gabriel „Bizon” personalnie jest bardzo interesującym i
inteligentnym facetem, a trafił do zespołu, kiedy ten był w powijakach. Jeśli dobrze pamiętam to były nasze pierwsze próby chyba w 4-osobowym składzie i wrzuciłem ogłoszenie w necie, że szukamy dęciaków. Bizon zgłosił się jako trębacz (miał spore doświadczenie na tej pozycji w Natty Dead – Ska Krk), ale od początku był zainteresowany bardziej wokalem czego nie ukrywał… Szczerze, to na chwile obecną nie wyobrażam sobie innej osoby w roli wokalu/frontu. Jego charyzma, żart i umiejętność nawiązywania kontaktu z publiką są nieocenione.

WR: Mając 10-osobowy skład, chyba nie lada sztuką jest zgrać się w jedną całość. Jak to
wygląda u was?

M:
Podstawą każdego zespołu są próby a umówienie 10 osób na próbę to jest tragikomedia. Ten z drabiny spadł, tamtemu teściowa przyjeżdża z wizytacją, ten w delegacji, tamten chory i tak zawsze ktoś coś. Czasami marzy mi się prosty 3-osobowy zespół punkowy, gdzie robię 2 telefony i próba ustalona, ale nikt nie mówił, że będzie lekko.
Jak już jesteśmy zebrani to jest gwarno, tłocznie, chłopsko, wesoło i zapominam o prostym 3-osobowym projekcie.

WR: Nazwa zespołu SKAcowani może być odebrana na różne sposoby. Jak to jest naprawdę? SKAcowani bo…?

M:
Ja mówię, że jak pijesz, to jesteś pijany, a jak pochłaniasz ska, to jesteś skacowany. Ale to takie moje gadanie. Prawda jest taka, że zespół na początku miał mocno rozrywkowe podejście do grania i nawet nie myśleliśmy o nazwie, aż wpadł temat, że w końcu trzeba ten projekt ochrzcić. Każdy z nas rzucił jakieś propozycje, „SKAcowani” rzucił Krasnal, bo
akurat był skacowany i demokratycznym głosowaniem nazwa się przyjęła.


WR:
Cofnijmy się kilka lat wstecz. Organizowałeś w Krakowie „Ska Fest”. Możesz nam coś więcej powiedzieć o tej imprezie? Jakieś wspomnienia?

M:
Ska Fest organizowałem pod szyldem One Step Beyond z Kamilem „Szwejem” z 77sins. Zajebiście się dogadywaliśmy przy organizacji imprez, które swego czasu robiliśmy
regularnie, a ta udała nam się bardzo dobrze. Podwórkowi Chuligani wracali wtedy do grania po długiej przerwie i przyciągnęli masę ludzi, a do tego Skampararas, Ska Petarda i
Kompromitacja. Taki lineup musiał dać oczekiwany efekt, więc sprzedaliśmy 250 biletów. Dodam, że więcej nie mogliśmy, bo na tyle osób mieliśmy zgodę od klubu. Publika bawiła się dobrze, kapele były raczej zadowolone, organizatorzy dumni a barmanki…. Hmmm barmanki wystraszone! (śmiech) Biedne dziewczyny z typowego studenckiego klubu nigdy nie miały do czynienia z tego typu publiką i wyglądały na lekko zdezorientowane. Swoją drogą, to przed Ska Festem się poznaliśmy Grześku, bo wpadłeś do mnie po bilet w przedsprzedaży.


WR:
Rzeczywiście poznaliśmy się przed Ska Festem, ale wtedy wpadłem po 4 bilety, a nie 1, bo zainteresowanie imprezą było ogromne! Kolejne pytanie: Czad Orkiestra w Stalowej Woli – impreza koncertowa towarzysząca WOŚP. Jak zaczęła się wasza przygoda z tą imprezą?

M: Czad Orkiestra w Stalowej Woli jest organizowana przez stalowowolski Sztab WOŚP już od dawna. Była to pierwsza impreza w klimacie punk/ska/HC na jakiej byłem jako dzieciak zabrany przez starszego brata. Sentyment więc chyba jest oczywisty, a w 2017 to wydarzenie stanęło pod znakiem zapytania. Dostałem cynk ze stalówki, że może się nie odbyć, więc zacząłem działać. Od tamtej pory jestem członkiem Sztabu WOŚP Stalowa Wola i odpowiadam za organizację Czad Orkiestry, a SKAcowani mnie w tym wspierają i
występujemy w roli gospodarza. Impreza z roku na rok rośnie, jest coraz szerzej
rozpoznawalna a jej efekt przerasta moje oczekiwania.

WR: Patrząc na polską scenę muzyki SKA, gracie dość krótko bo od 2015 roku. Jakbyś miał wybrać najlepszy koncert, jaki macie na swoim koncie, to byłby? I dlaczego taki wybór?

M:
Zdecydowanie dobre są Czad Orkiestry, bo w Stalówce gramy u siebie. Dobrze wspominam też Gdańską publikę, Trzciel „Hey Ho Ramona” czy Krakowski koncert z DPS i Non Serviam, ale pomimo zagrania wielu koncertów, to jakiegoś number one chyba nie mam. Mam nadzieję, że to przed nami. Pamiętajmy, że jesteśmy zespołem który nie ma nawet pełnej płyty na koncie a jedynie demo, więc chyba przyjdzie na to czas.

WR: Obecnie mamy ciszę i posuchę koncertową… Więc pytanie nasuwa się samo. Jakieś nowe numery? Plany na płytkę?

M:
No właśnie, cisza i posucha koronawirusowa… W marcu zaczęliśmy robić 3 nowe numery, ale zawiesiliśmy próby przez to, co się dzieje. Tęsknie za graniem i mam nadzieję, że niedługo będę mógł z chłopakami zamknąć się w sali i robić swoje. Odnośnie planów na płytę to oczywiście są. Snują się powoli, bez pośpiechu i ciśnienia, ale kiedyś dojdą do skutku. Jesteśmy w trakcie nagrań, już trochę śladów jest nagranych, ale wciąż do premiery tak długa droga, że boję się obiecywać czy to będzie jesień czy następna wiosna. Za to już w tym miesiącu pojawimy się na składaku Polska Scena Punk vol.2. Płyta zapowiada się ciekawie, więc polecam.

WR: Jakbyś miał wybrać kawałek numer 1 z dotychczasowej twórczości zespołu, to byłby? I dlaczego „500+”? (śmiech)

M:
I tu Cię zaskoczę! Mój ulubiony numer to „Nie wiesz nic” ale w wersji alternatywnej (bez cenzury). Praktycznie nie grany w tej formie, bo jest mocno wulgarny. W naszych tekstach raczej ważymy słowa i nie ciśniemy bluzgami, więc jak mam okazję słyszeć wersję 2, to nie
mogę powstrzymać się od śmiechu. Stąd właśnie ten wybór.

WR: Czego można życzyć tak dużemu i energicznemu składowi jak wasz?

M:
Wytrwałości! Dużo zespołów grających SKA boryka się z problemami personalnymi, z utrzymaniem wieloosobowych składów itd. Jedne składy powstają, inne upadają, a przez to jest tych zespołów wciąż niewiele. Nie od razu Kraków zbudowano, więc nigdzie nie ma pośpiechu i na wszystko przyjdzie czas.

WR: Mariusz, dzięki serdeczne za poświęcony czas. Mam nadzieję, że już niedługo spotkamy się na jakimś koncercie. A czytelników zapraszamy, jak zawsze, do zapoznania się z twórczością zespołu SKAcowai

Zdjęcia użyte w materiale dzięki uprzejmości SKAcowani oraz z zasobów Wiara Rocka

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here