Czy muzyka inspirowana horrorami, wilkołakami, literaturą grozy i mordercami(!) może przyciągać słuchaczy? Jasne! I to całkiem sporo! Uzbrojeni w czosnek i święconą wodę postanowiliśmy porozmawiać z Kamilem i Sebastianem z zespołu „Hrabia” grającymi Horror Punk. Jesteśmy cali i zdrowi! No może tylko czasem wyjemy do księżyca…

WR – Horror punk – nie jest to najbardziej popularny rodzaj muzyki w naszym kraju. Skąd pomysł?

H (Kamil): Nie dziwię się, że rodzaj ten nie jest zbyt popularny u nas. Jego korzenie spoczywają w Stanach Zjednoczonych. Tam grupka młodych ludzi zaczęła grać punk rock w stylu Ramones, z tekstami opartymi na filmach grozy, które powstały w Ich kraju. Wyobrażasz sobie w Polsce lata 70-te i zespół, który gra na podstawie czego? Samych Swoich? (nic do nich nie mam). O graniu muzy opartej na horrorach myślałem już ponad dekadę temu. Wpływ na to miało wiele czynników, jak choćby chęć tworzenia czegoś oryginalnego, zwłaszcza w naszym smutnym kraju. Słuchałem sporo horror punka. Spośród innych słuchanych gatunków najbardziej mnie inspirował. Muzyka była stosunkowo prosta, ale za to melodie i czyste wokale oraz otoczka były nieziemskie. Klimat ogarniałem, więc czemu nie? Granie w horror punkowym zespole to takie obchodzenie Halloween 365 dni roku. Mnóstwo osób lubi horrory, tak samo jak dużo ludzi lubi punka. Zsynchronizowanie obydwu rzeczy wydaje się ciekawe nieprawdaż? Dla mnie horror punk to nie tylko muzyka, ale również klimat. Tak więc Hrabia powstał w 2014 jako jednoosobowy projekt. Niecodzienna tematyka, ale sądzę, że mimo tkwienia w podziemiu, mocno pracujemy na to, żeby przyciągnąć ludzi i zapoznać ich z tym, co mamy do pokazania i powiedzenia, jednocześnie grając jak chcemy i nie trzymając się szufladkowo „ram”. Możesz tu wrzucić elementy metalu czy typowego rock’n’rolla, a nadal to będzie horror punk. Niestety w Polsce horror punk to nisza niszy. Ja widzę z roku na rok większy progres, jeśli chodzi o jakość granych przez nas sztuk, nagrywanej muzyki czy wypuszczanych klipów. Tempo nie jest powalające, gdyż każdy z nas ma inne zajęcia, jak choćby stała praca. Niemniej poważnie również podchodzimy do swojego zespołu i miejmy nadzieje że tak pozostanie jak najdłużej.

WR – Gracie koncerty z różnymi zespołami. Który koncert wspominacie najlepiej?

H (Sebastian): Nad odpowiedzią nie musimy się raczej długo zastanawiać, jest to oczywiście wrocławski koncert z Michaelem Gravesem. Był to w jakiś sposób koncert dla nas magiczny, cała atmosfera od samego wyjazdu z domu aż do opuszczenia klubu była niesamowita. Pierwszą rzeczą, która bardzo pozytywnie nas zaskoczyła było bardzo skromne zachowywanie się całego zespołu, traktowali nas na równi ze sobą, co niekoniecznie zdarza się wśród polskich gwiazdeczek… Jest to jednak dość niecodzienne kiedy podchodzi do Ciebie legenda horror punka podając rękę i witając się słowami „hi, I’m Michael”. A legend było więcej niż jedna, bo role basisty pełnił Argyle Goolsby – lider Blitzkid, równie sympatyczny gość co Michael. Publiczność dość dobrze odebrała naszą twórczość, pewien Filip nawet bardzo (pozdro dla niego). Jest to na pewno koncert, który będziemy długo wspominać i mamy nadzieję, że jeszcze kiedyś będzie nam dane znów dzielić backstage z Gravesem i jego ekipą.

WR – A publiczność? Jak ludzie pod sceną reagują na waszą muzykę?

H (Sebastian): O ile Kamil lub Wojtek nie zasłaniają mi wszystkiego plecami, to widzę, że zazwyczaj większość publiczności dobrze się bawi. Często zdarzają się różne pochwały po koncercie, aczkolwiek wydaje mi się, że nie chodzi tu o samą muzykę i jednak sporo daje cała horrorowa otoczka, składająca się na nasz występ. Nadrabiamy nią na pewno trochę naszych muzycznych niedoskonałości. Czasami nawet małe rzeczy potrafią zrobić niezłe wrażenie na odbiorcy, każdy koncert zaczynamy od intro, które zaprasza widzów do naszego małego show. Wszyscy stylizujemy się na wampiry. Kamizelki, koszule, soczewki, zawsze staramy się dbać o detale i różne małe smaczki. Pozytywnie odbierane jest także często to, że gramy jednak dość niszowy gatunek, który wbrew pozorom ma jednak sporo sympatyków.

WR – Macie na koncie split z amerykańskim „The Bastards”. Jak urodził się pomysł nagrania takiego materiału?

H (Kamil): Z tym akustycznym splitem to pomysł wypłynął od samych The Bastards. Wraz z kilkoma zapalonymi horror punkowymi maniakami prowadzimy na fb grupę „HorrorPunk Wordwide”, zrzeszających innych fanów gatunku z całego świata. Wśród nich jest wielu czołowych wykonawców. Tak czy siak to był 2015 rok i wrzucałem tam kawałki z epki którą nagrałem sam w domku. Dom Calzola aka DC Disaster, również należący do grupy, napisał do mnie czy nie chciałbym nagrać kilka akustycznych wałków i stworzyć z nimi split. Wszak The Bastards to amerykański akustyczny horror punk. Chętnie się zgodziłem. Nagrałem utwory (w dalszym ciągu w domu) i mu wysłałem. Po jakimś czasie dostałem całkiem ładnie wydaną kopie „The Sons of Salem” – wydaną nakładem „Ukulele Horror Records”, z okładką narysowaną przez samego Dominica. Kolejne dwa wydawnictwa Hrabiego (nagrywane już w studio) funkcjonującego już jako zespół od 2016, posiadały okładki właśnie od niego. Swoją drogą z polskich artystów polecamy Pana Romka Gajewskiego, który stworzył nam extra okładkę do epki z 2018.

WR – Skąd bierzecie inspiracje oraz pomysły na wasze numery? Rozumiem, że „Misfits” jest jest tu główną inspiracją, ale czy coś jeszcze?

H (Kamil): Misfits jako główna inspiracja, to zbytnie uogólnianie tematu. Na mnie większy wpływ miał Blitzkid. Wydawali się bardziej „przyziemni” niż ich koledzy z devil lockami. Inspiracje, jak przystało na horror rock, biorą się głównie z horrorów, literatury grozy czy własnych mrocznych przemyśleń. Nasza „Cmentarna miłość” jest wymyśloną historyjką, okraszoną czarnym humorem. Nie brakuje u nas też oddawania hołdu kultowym aktorom, jak choćby Bela Lugosi czy Christopher Lee. Zagłębiając się w dyskografie napotkasz pewnie też jakiegoś (nie)sławnego mordercę, jak np. John Wayne Gacy. Inspiracji jest całkiem sporo, a temat na tyle bogaty że pomysłów braknąć nie powinno.

WR – Muszę przyznać, że stylizacja koncertowa w waszym przypadku, to naprawdę coś fajnego. Pamiętam pierwszy wasz koncert, który widziałem i naprawdę wywarł na mnie mega wrażenie. A jak to wygląda na co dzień ? Jak waszą twórczość odbiera rodzina i ci co są najbliżej was?

H (Sebastian): Na codzień staramy się wyglądać jak najbardziej normalnie, jest zbyt duże ryzyko, że ktoś nielubiący wampirów dałby nam sos czosnkowy, zamiast majonezu. Rodzina odbiera raczej bardzo przychylnie naszą twórczość, rodzice nadal się do mnie przyznają, dziewczyna i znajomi wpadają na koncerty, sąsiedzi nawet odpowiadają na „dzień dobry”, więc jest zdecydowanie nie najgorzej.

WR – Z kim zespół „Hrabia” najbardziej chciałby dzielić scenę koncertową?

H (Kamil): Z wszystkimi pozostałymi Misfitsami! Chętnie byśmy widzieli się też z Blitzkid, Calabrese, The Other, Nekromantix czy Rezurex. Wszak bez tych kapel Hrabia raczej by nie istniał.

WR – Najlepszy według was teledysk i dlaczego „Van Helsing”?

H (Kamil): Ciężko wybrać ten najlepszy. Każdy kręciliśmy na własną rękę i w każdy włożyliśmy jakąś tam część serca. Wydaję mi się jednak, że spośród wszystkich teledysków, które nakręciliśmy, to właśnie Van Helsing jest najlepszy. Ilość aktorów, lokalizacji, kostiumy i przeniesienie się do 1896 roku, było magicznym doświadczeniem. Był nawet prawdziwy konik oraz 2 kozy!

WR – Mamy teraz okres, jaki mamy (odwołane koncerty), więc pewnie siedzicie nad nowymi numerami. Jakie plany na najbliższą i ciut odległą przyszłość?

H (Sebastian): Muszę przyznać, że nas przejrzałeś. Faktycznie pracujemy w wolnych chwilach nad nowym materiałem, uchylę rąbka tajemnicy, że utwory są już prawie gotowe i mamy w planie wejść na przestrzeni kwietnia i maja do studia, by nagrać trochę dłuższą niż ostatnio płytę. Poza tym mamy w planie parę koncertów, ale ciężko w tej chwili stwierdzić ile z nich odbędzie się w planowanym terminie. Miejmy nadzieję, że wirus jak najszybciej zniknie i znów na koncertach będzie bezpiecznie.

WR – Czego można życzyć ekipie śpiewającej o wampirach i wilkołakach?

H (Kamil): Zdrowia, wytrwałości, dużo ludzi na koncertach i udanej nowej płyty.

WR – Panowie, wielkie dzięki za krótką rozmowę. Życzę wam powodzenia w realizacji planów i mam nadzieję, że do zobaczenia na koncertach w całej Polsce!

A wszystkich czytelników zapraszamy do zapoznania się z numerami zespołu Hrabia 🙂

Hrabia – Ouija
Hrabia – Cmentarna Miłość

Zdjęcia – Hrabia oraz zbiory Wiara Rocka

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here