25 lat minęło….cz.3 EYES „Windows Of The Soul”

0
666

 

Witam

W tym cyklu zamierzam, podzielić się z Wami płytkami które w tym roku mają swoją okrągłą rocznicę, a które wywarły na mnie duże wrażenie i słucham ich do dzisiaj.  Życzyłbym sobie aby starsi fani przypomnieli sobie o tych bardzo wartościowych albumach, a młodzież może odkryła coś nowego dla siebie.  Zacznijmy od ćwiary, tzn. 25-lecie, czyli od roku 1994 i albumu….Eyes „Windows Of The Soul”

Dzisiaj trochę bardziej „egzotycznie”, co to znaczy? Chcę Państwu zaproponować zespół, który w Polsce zna może 100 osób, co wydaje mi się dziwne bo jest to jeden z wielu projektów niedocenionego ( jak dla mnie ) Jeffa Scotta Soto znanego min. ze śpiewania u Yngwiego Malmsteena, Journey, Talisman, Axel Rudi Pell, Takara, Human Clay, W.E.T by wymienić tych najbardziej znanych.  Jestem pod wielkim wrażeniem intensywnej działalności jaka charakteryzowała Jeffa w latach 90. Moim zdaniem był On wtedy jednym z nielicznych orędowników klasycznego rocka w świecie ogarniętym grungiem, new metalem i alternatywnym rockiem. Co ważne prawie każda płyta stała na bardzo wysokim poziomie,  a według mnie właśnie drugi album EYES jest jego najwybitniejszym dziełem.

„Windows Of the Soul” ukazała się  w najgorszym roku dla tego typu muzyki. Grunge właśnie umierał po śmierci Kurta, pierwsze albumy nagrywali new metalowcy ( KORN ), scena hardcore świeciła triumfy, a black metal osiągnął swój apogeum ( Mayhem, debiut Empreor ), gdzie tu miejsce dla komercyjnego rocka rodem z lat 80? A no właśnie nie było popytu i tym tłumaczę małą znajomość tego albumu nawet pośród fanów takiej muzyki. Fakt, że taki materiał popadł w zapomnienie i nie doczekał się należnego uznania w rok premiery uznaję za wielką porażkę i stratę dla muzyki rockowej. Faktem jest, że na rynku nie było jeszcze wydawcy Frontiers, MTM, ani AorHeaven, dzięki którym za kilka lat tego typu muzyka się odrodzi.

Ale przejdźmy do zawartości krążka . W odróżnieniu od debiutu który ukazał się w 1990r- czyli w apogeum komercyjnego rocka- dwójeczka jest łagodniejsza, więcej tutaj Aorowych klawiszy oraz ballad. Mamy dwa utwory które były obecne na debiucie, czyli „Dont Turn Around” – utwór, który napisała znawczyni od przebojów Diane Warren dla Tiny Turner, a który do masowego słuchacza trafił za sprawą popowego Ace Of Base, oczywiście wersja Eyes bije wszystkie poprzednie. Drugim powtórzonym kawałkiem jest „Nobody Said It Was Easy”. Chyba najpiękniejsza ballada jaką popełnił Jeff. Brak tego utworu na listach przebojów uważam za kompromitację wszelakich opiniotwórczych mediów.  Dokładnie te dwa utwory uważam za najlepsze jakie zostały umieszczone na pierwszej płycie i wyróżniały się bardzo na tle pozostałych kawałków. Natomiast na „Windows Of The Soul”, już pozostałe piosenki poziomem starają się im poziomem nie odstawać.  Mamy rewelacyjny wyjęty żywcem z epoki lat’80 „Cheyenne”  oraz „City Lights” – ja słyszę tutaj nawiązania do zespołów typu Fortune czy Boulevard ( ten kanadyjski ). „Way Back Home” kolejny spokojniejszy kawałek który równie dobrze mógłby nagrać Mark Free ze swoim Signal. Mamy bardziej energetyczne „ LIvin On The Edge” oraz „Walkin Fire” czy „ Love Is Alive” tutaj słychać drugi zespół Soto – Talisman. Na koniec pozostawiono dla mnie najsłabszy kawałek „It’s All Over”, który zły na pewno nie jest ale ma ten problem, że następuję On po rewelacyjnym  „Nobody Said It Was Easy”.

Reasumując płyta super, warta aby troszeczkę grosza na nią wydać. Płyta, która w „ciemnym” i mrocznym dla rocka 1994r był żadkim zjawiskiem i Ci nieliczni, którzy nie odwrócili się z nastaniem „Nevermind”, plecami do klasycznego hardrocka, mogli poczuć się mile „połechatni”…pod warunkiem, że dowiedzieli się o istnieniu tej kapeli. Przyznam się pomimo, że już wtedy ( w 1994r ) słuchałem Axel Rudi Pella z Soto, znałem Talisman i Yngwiego sam Eyes poznałem 7 lat po premierze- dobrze, że w ogóle się udało.

Ireneusz Sikorski